Operacja „Podmiana Prezia” bez przerywania snu wyborcom

- Tadziu zużył się nam. Z niego nic już nie będzie. W południe łazi nawalony jak tramwaj. Ludzie to widzą i gadają. Po co nam to? – zagaił Kurcyna. Skwapliwie przytaknął mu Kaczanawski, który gdyby tylko mógł, to by Tadzia utopił w łyżce wody.

Naradę prowadził Gruby Rycho z Warszawy. – Panowie, przestańcie pieprzyć. Skupmy się na najważniejszym. Gorzów jest naszą ostoją, naszą perłą w koronie. Tu lewica była, jest i będzie. Do cholery, raz zdobytej władzy przecież nie oddamy! Pozostali ze zrozumieniem i respektem dla niego pokiwali w zamyśleniu głowami.

- To może – nieśmiało zaczął Kaczanawski – SLD wystawi swojego kandydata na prezydenta, obok Tadzia i jego komitetu. Zaprotestował z impetem Kurcyna – Oczadziałeś, czy co?! Tu będzie Tadziu ze swoimi, a tu nasz komitet z jakimś nowym. I oba komitety z jednego lewicowego pniaka. Bez sensu. Po co ludziom robić mętlik w głowie konkurencją na lewicy?

Zapadło milczenie. Widać było, że niektórzy gorączkowo myślą. Cichutko weszła kelnerka i podała zebranym szklaneczki z whisky. Gruby Rycho obrzucił ją wzrokiem samca alfa.

- Nie tak panowie. Tu trzeba więcej finezji. Wyborcy są oczywiście durni jak cud, ale my nie jesteśmy prostakami. My – zmienił głos i zaczął udawać Gomułkę – dziś musimy nie tylko przewodzić, ale i rządzić. Do rozwiązania PZPR tylko przewodziliśmy, a rządził wybierany przez nas rząd. Obecnie nie musimy być tacy dwulicowi. Możemy otwarcie i przewodzić, i rządzić – powiedział Gruby Rycho. Wszyscy wybuchnęli śmiechem, który szybko przeszedł w rechot. Kaczanawski zakrztusił się łyskaczem, którego pił trochę z przymusu towarzyskiego. Normalnie woli golić dobrze zmrożoną czystą.

- Proponuję poszukać jakiegoś młodego ładnego chłopaka, na którego oczywiście są grube haki, i popychać go, za pomocą bezpartyjnego komitetu, na prezydenta Gorzowa – wyrzucił z siebie Kurcyna. Zapadło milczenie. Przestali na chwilę wesoło łykać. Wszyscy z szacunkiem czekali na grymas lub cień uśmiechu Grubego Rycha.

– A co nie, jak tak! – wypalił on i przyjacielsko walnął Kurcynę w plecy. Wszyscy w lot pojęli, że właśnie powstał plan dla Gorzowa. Umówili się za tydzień, aby zatwierdzić szczegółowe działania.

Gruby Rycho przedstawił dystyngowanego szpakowatego jegomościa, do którego zwracał się z atencją „panie pułkowniku”. – No to dawać konkrety – zażądał.

Zaczął Kurcyna. – Jest grupa wariatów, którzy walczą z Tadziem o jakieś pierdoły, alejki, czy coś takiego. Oni uważają się za bezpartyjnych, ale serduszka mają po właściwej, naszej stronie. Jednym słowem lewacy całą gębą, ale nieudacznicy i nawiedzeni.

- Tacy są w sam raz. Kogo postawimy na ich czele – zapytał Gruby Rycho. Odpowiedział dystyngowany i szpakowaty – nada się Bejnatrowicz i aktoreczka Czyżowska. Mamy zrobione ich profile. Już je prowadzimy. Nie będzie żadnego kłopotu. Bejnatrowicz jest na liście Korwina-Mikke do europarlamentu, a więc będziemy ją sprzedawać jako prawicowca, co ją dodatkowo uwiarygodni.

- Świetnie – z uznaniem wykrzyknął Gruby Rycho. – A towarzysze z Gorzowa, co mają do zaproponowania? – zapytał z przekąsem.

Niepewnie, spoglądając na szpakowatego, zaczął Kurcyna – Długo nad tym radziliśmy i wydaje się nam, że najlepszy będzie wójt Jacek Kurczak-Wójcik. Ładnie wygląda na zdjęciu. Władował wielkie pieniądze w Święto Kurczaka, więc ludzie go znają i lubią. Ma oczywiście, a jakże by inaczej, swoje za uszami. Tak, więc trzymamy go za jaja. Zrobi to, co mu powiemy. Zapadło milczenie, które zostało przerwane lekkim skinieniem głowy dystyngowanego i szpakowatego pułkownika.

- Jest problem. On ma zarzuty karne. Sprawa w sądzie, czeka na wokandę – nieśmiało podniósł Kaczanawski.

- No i dobrze. Przecież Kurcyna powiedział, że trzymamy go za jaja. Nie rozumiesz tego?! – ofuknął go Gruby Rycho. – A jak ktoś zacznie to wyciągać, to powiecie ludziom w Gorzowie, że to przejaw nienawiści, przykład brudnej walki … a zresztą sami wiecie co … poradzicie sobie. Ważniejsze, kto da kasę?

- Nie ma z tym problemu. Jest w gminie taki Zuzo. Zależy mu na wybudowaniu wytwórni masy bitumicznej. Jest zainteresowany i innymi biznesami. Nowy prezydent da mu wyłączność na remont dróg w mieście. Obiecał płacić. Inni też się znajdą. Odpieprzymy taką kampanię, jakiej jeszcze w mieście nie było. W Gorzowie słońca nie będzie widać, deszcz nie będzie padał, bo wszystko przesłonią banery Kurczaka-Wójcika. Gdzie by nie splunąć, tam będzie jego plakat i ulotka. Ulice będą krzyczeć – Kurczak-Wójcik na prezydenta! Miasto na jego punkcie oszaleje, zobaczycie – z przekonaniem nakreślił wizję Kurcyna.

- A co z Tadziem? Jak on zareaguje? Nie zrobi nam jakiegoś kuku? – z troską odezwał się Gruby Rycho.

- Dowie się o naszym świetnym planie jako ostatni. Nim się połapie, to będzie za późno – zawyrokował z satysfakcją Kaczanawski.

- No to wszystko gra i koliduje. My tu w centrali też parę groszy dorzucimy. Przecież musimy tak odnowić Gorzów, aby nikt nie wytrącił go nam z rąk, nieprawdaż? Jak to się mówi: abyśmy rośli w siłę, a naszym ludziom żyło się dostatnio. Wszędzie. Nie tylko w Gorzowie. No to towarzysze, do roboty, do mas … Te dwie, jak im tam … Bejnatrowicz, Czyżowska, za pysk i niech pchają naszego kurczaka na grill, tj. chciałem powiedzieć – na stołek prezydenta. A ludziom w Gorzowie możecie powiedzieć: zdrowie wasze w gardło nasze – krztusząc się od śmiechu rzucił znaną sentencją Gruby Rycho.
Wszyscy obecni zaśmiali się zabójczo i do ostatniej kropli osuszyli szklanki z łyskacza.

Opowiadanie science fiction. Zbieżność nazwisk, miejsc i sytuacji jest zupełnie przypadkowa.

Jest źle to dobże (sic!)

W jednym ze spotów premier Kopacz chwali się miliardami euro, które to mają zmienić naszą szarą rzeczywistość. Warto jednak zadać sobie pytanie. Czym się różni władza z czasów Gierka od obecnej władzy ? Wtedy były budowy, na których kradło się łyżką, a sprzęt dostarczały polskie firmy jak np. FaDroMa. Dziś, po sprzedaniu wszystkich zakładów produkcyjnych buduje się i owszem, ale kradnie się już w porównaniu do lat 70-tych FaDroMą. Dług publiczny tymczasem wzrósł kilkukrotnie.

Stara gierkowska władza „jechała” na sukcesach sportowców. W połowie lat 70-tych były to triumfy siatkarzy, piłkarzy, żużlowców, oraz medale na IO w Montrealu i Monachium. Dziś każdy „platformers” chętnie przyjdzie zagrzać się w ciepełku naszych sportowców. Z kolei lokalnym kacykom pozostały żużlowe derby z Zieloną Górą.

Zabrakło trzy lata temu dobrej woli, tj. wsparcia dla gorzowskich piłkarzy. Nie zagrał więc Stilon na centralnym szczeblu, nie odbył się mecz ze szczecińską Pogonią. Dla kibiców Stilonu to taka sama świętość, jak dla kibiców Stali derby z Falubazem. Ale przecież kibice Stilonu to „ekstrema” czcząca żołnierzy wyklętych, czy też obchodząca rocznicę Powstania Warszawskiego.

jestzle

Na jednym z bloków na os. Piaski napisano: „jest źle to dobże” (sic!). Rzeczywiście jest coraz lepiej. Maria Wasiak dostaje kilkaset tys. zł odprawy, podobnie kolega Tuska, członek zarządu Orlenu. Ministrowi spraw wewnętrznych nie tak dawno wymsknęło się, że państwo polskie istnieje teoretycznie. Gorzów też jest miastem „w teorii”. 200 mln zł długu (padają różne liczby od 170 do 230), teoretycznie można się leczyć, praktycznie żeby zrobić rezonans czy poważniejszy zabieg trzeba wsiadać do busa do Szczecina z napisem S3. Teoretycznie można tu studiować, teoretycznie można otworzyć biznes płacąc 24 zł za metr kwadratowy lokalu plus 1.100 zł ZUSu plus media. Teoretycznie można pojechać w Polskę pociągiem korzystając z dobrodziejstw kładki w Krzyżu. Teoretycznie można umyć się płacąc 15 zł za kubik wody po ukończeniu przez PWiK wielkiej inwestycji (proponuję wyrabiać sobie grupy inwalidzkie tam za jednorazową opłatą 15 zł można do woli kąpać się w Słowiance). Teoretycznie można zapisać dziecko na trening np. piłki ręcznej czy lekkiej atletyki. Tymczasem spotykam np. bezrobotnego kioskarza który musiał po 20 latach zwinąć interes (1.000 zł mies. na ZUS). Otrzymał on pismo z tej szacownej instytucji że za 17 lat nabierze praw emerytalnych. Przyszła emerytura: 400 zł. Dziękuję Jego ekscelencji Donaldowi Teraz Unii Się Kłaniamy.

Martwe dusze

„Niech się żrą”, powiedział mi kiedyś jeden działacz antykomunistyczny, komentując różne wypływające co rusz afery. Taśmy nie tyle skompromitowały rząd, co pokazały, jakie towarzycho siedzi w polskiej energetyce, węglu, chemii, ogólnie gospodarce. Towarzycho które sprzeda wszystkie polskie zasoby Rosjanom, albo Niemcom, a potem powie „potrzebne są cięcia i bolesne reformy”.

Od początku świata jest tak, że jak nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o pieniądze. Wielbiciel PO powie, że warto sprowadzać via dziwne spółki węgiel z Rosji, który jest tańszy i taka staruszka z kamienicy dzięki temu przeżyje. Ale z drugiej strony podpisuje się różne umowy międzynarodowe i robi konszachty z podejrzanymi mafiozami, którzy zrobią wszystko by zlikwidować konkurencję w Polsce, albo dokonać wrogiego przejęcia np. fabryki chemicznej. Efektem będzie wykoszenie konkurencji a potem gwałtowne podniesienie cen. Stąd te całe cyrki. Ruscy mają „łeb”, podobnie jak Chińczycy, którzy w tej chwili przejęli 94 procent zasobów metali ziem rzadkich. Jak zdobyli monopol, można sobie przeczytać.

Czas PO już minął, ONI o tym wiedzą. Dlatego kradną i rozsprzedają wszystko na koniec. Chcą zostawić po sobie księżycowy krajobraz. A niech PiS z KNP rządzi, niech pokażą co potrafią. A że z pustego Salomon nie naleje, to będzie można uderzać będąc w opozycji, mając do pomocy telewizję, sprzedajnych doradców, ekspertów i dziennikarzy. W większości humanistów, politologów, pijarowców.

W ciągu 25 lat „wolności” przestaliśmy być państwem surowcowym, przemysłowym, czy przemysłowo-rolniczym. Nie ma nic. Banki, apteki, galerie handlowe, trochę sklepów z alkoholem, jakieś Wyższe Szkoły Lansu i Balansu, urząd na urzędzie, rdzewiejące Pendolino, no i trochę złomu sprowadzanego a to do armii, a to do zakładów komunikacji miejskiej.

Ale zaraz, jest dobrze. „Hipermarketowa” (2.90) cena biletu za autobus i tramwaj wzrosła do 3.00 zł. Jest spokój. „Szkoda” że nie żyjemy pod pełnym zaborem rosyjskim, tam były trzyrublówki. Było 2.60, radni PO wspólnie z kolegami poparli podwyżkę do 2.90, teraz na FB „płaczą”, że jest 3.00 zł. Są tak wiarygodni w swojej propagandzie, jak niejaki Joseph Goebbels. Nic dziwnego, że mają na facebooku „aż” 90 polubień, a wśród młodzieży 18-24 lata uzyskali nie pierwszy jak w 2007r. a bodaj czwarty wynik. Czas spojrzeć prawdzie w oczy. Komuna platformiana się kończy.

potadekFot. facebook.com

Tramwaje wożą nomen omen martwe dusze. Po godz. 18.00-20.00 praktycznie pojedyncze osoby. Siatka jest tak skomunikowana, że „powinni” tam wsiadać pracownicy „zakładów”. Wsiadają renciści i ci którzy nie mają auta, których to od 2000 r. przybyło. Wzrost z 44 tys. do 80 tys.

Zorganizowała też Platforma pociąg do Zielonej Góry na dni województwa. I to darmowy. Znów pustki. Zero zainteresowania. I oto mamy „Mesjasza” w postaci Jacka Wójcickiego z Deszczna. Który to chwali się że w porównaniu do „analogowego” Tadzia będzie prezydentem „cyfrowym”. Młode wilczki SLDowskie i platformiane też już przebierają nogami. „Idzie nowe”. Za kilka lat „nie będzie już potrzeba” 535 urzędników w UM, w tym 26 w Wydziale Transportu Publicznego, „nie będzie już” ZSMPowców jak Tadeusz Tomasik. Przyjdą nowi, „nie skażeni komuną”. Oczywiście nie mający nic wspólnego z PZPR. Tylko ściągający pomysły od innych, z FB, z forów dyskusyjnych. Oto pan Wójcicki proponuje darmowe autobusy. Nośny pomysł, warty poparcia. Tyle że warto spojrzeć na to, że w gminie podmiejskiej życie jest tańsze i przede wszystkim zdrowsze. „Cały urzędniczy” świat ucieka z zasmrodzonych i postprzemysłowych miast którymi „zarządza” na obrzeża. Łatwiej jest rządzić małą gminą, zresztą po wygraniu wyborów łatwiej rządzić, zgodnie z praktyką samorządową, im mniejszy „teren”, tym większe „poparcie” i „pajęczynka”.

Tymczasem upadają np. księgarnie. Urzędnik prezydencki odpowiada że nic się nie da zrobić. A kto to jest urzędnik miejski. Wychowany na epoce planów i pięciolatek pracownik zatrudniony z pieniędzy podatników w jednostce samorządu gminnego, o obniżonym poziomie wyobraźni, zerowej wiedzy nt. prowadzenia biznesu oraz sytuacji gospodarczej w mieście, potrafiący jednak w dynamicznie zmieniającej się sytuacji na rynku budowlanym pomóc firmie Interbud West zerwać kontrakt oraz nie płacić 6 mln zł umownych kar, a następnie potrafiący pomóc firmie Interbud West zostać podwykonawcą na budowie filharmonii za 133 mln zł, oraz jadący do Warszawy do rozdzielaczy pieniędzy z kolejnej sześciolatki unijnej na żebry „na tramwaje” i wracający z żebrów i tłumaczący do mikrofonów lokalnego światka dziennikarskiego że „brakuje nam na plan transportowy 134 mln zł”. Czy coś jeszcze trzeba tłumaczyć. Do tego niestety czołowy dziennikarz i publicysta gorzowski pisze: „Co np. ma wybudowanie Filharmonii Gorzowskiej przed laty do wykonania budżetu ubiegłego roku ?”.

Jeżeli ktoś nie mając na chleb i wyprawkę dla dziecka, kupuje fortepian, a do tego jest „greckim ekonomistą”, to kończy się to tym, że na pokazanie sąsiadom „ja też mam fortepian” trzeba albo wziąć kredyt, albo uciąć wydatki na chleb, czy wodę. O chlebie i wodzie powinien żyć prezydent Gorzowa, już kilka lat temu. Ale nie ma co się martwić. Przyjdzie nowy młody menedżer, z delikatnym poparciem PO w drugiej turze.

(tg)

Konserwacja układu

Oficjalnym powodem wizyty Donalda Tuska w II LO było spotkanie z młodzieżą, oraz próba „pogodzenia” się z niepokorną uczennicą. Prawda jest jednak inna, chodziło o spacyfikowanie ewentualnych protestów innych uczniów i niedopuszczenie do głosu młodzieży licealnej i studenckiej, która w skali kraju oddała 28.5 % głosów na KNP, w 21.5 % na PiS, w 6% na RN, a do tego dochodzi jeszcze 7.2% na PR i SP, przy ledwie 30% łącznie oddanych na PO, SLD i PSL. Stąd też odbyły się „lekcje wychowawczo-dyscyplinujące”, uczniowie „przygotowali pytania”, a potem zaaranżowano spotkanie, na które zresztą nie mógł wejść każdy uczeń II LO (sic!). Premier ocieplił wizerunek, co prawda jedynie wyproszono lokalnych dziennikarzy, ale za to pijarowcy i różnej maści „stratedzy” od zachowań społecznych nam to odpowiednio zinterpretują. To że ponad dwie trzecie 18-25-latków zagłosowała przeciw partiom z kongresu zjednoczeniowego z Magdalenki, to pewnie efekt tego, że młodzież zamiast się uczyć spędza czas przed internetem, i tam się edukuje i komunikuje. Każdy kto spędza trochę czasu, wie że zwłaszcza w okresie przedwyborczym w rolę sieciowych propagandystów wcielają się na portalach i „fejsie” w godzinach pracy nauczyciele, dyrektorzy szkół a nawet wykładowcy akademiccy.

Ważniejsze jest jednak to, co działo się w Filharmonii, która co warto przypomnieć ma o połowę mniej „krzesełek” niż zaprojektowana przez zespół hiszpańskich architektów szczecińska, a jest o 40 milionów zł. droższa.

Dyskusja z politykami, samorządowcami, ludźmi „biznesu” i kultury była nomen omen spektaklem, przy którym „dwunaste plenum KC” się chowa. Spotkało się towarzycho które bronić będzie niczym niepodległości koryta w wysokości 906 mln euro, co ważne towarzycho z partii, które w mieście zanotowały w porównaniu z poprzednimi wyborami największe spadki (PO o 7, a SLD o 8 procent). To oznacza że właśnie rozpoczęła się kampania samorządowa, dyspozycje otrzymali lokalni lubuscy dziennikarze, trzeba tak pokazywać lub opisywać rzeczywistość, by jesienią na stołku prezia pozostał Tadeusz, a w sejmiku by utrzymała się „koalicja”, albo PO-PSL, albo PO-SLD. Przeciętny obywatel usłyszał w radiu o inwestowaniu w „Polskę Zachodnią” (w tym w radioterapię w Gorzowie), wały przeciwpowodziowe, ale wszystkich przebił towarzysz Komarnicki, który przyznał się, że przez wiele lat głosował wraz z rodziną i przyjaciółmi na PO, na co towarzysz Jędrzejczak odparł „zawsze mówił że głosował inaczej” i „przy Donaldzie Tusku to wszyscy wymiękają”, po czym cała sala się zaśmiała. Były członek KLD i UW wręczył napisaną przez córkę biografię, po czym usłyszeliśmy o konieczności zmian w ustawie o zamówieniach publicznych, by wygrywały firmy solidne a nie tańsze. Mrożek by tego nie wymyślił. Przedstawiciel niedoszłego wykonawcy CEA (przetarg na 60 mln zł.) dzięki któremu miasto wybudowało ów obiekt za ponad 70 mln zł. więcej, nawołuje do wybierania firm może droższych, ale solidniejszych. Na dodatek Dyrektor Filharmonii Gorzowskiej na którą radni słusznie obcinają pieniądze, pyta jak dziecko premiera o możliwość dofinansowania instytucji z budżetu państwa. Brakło tylko, żeby przedstawiciel Zielonej Góry, prezydent Kubicki wstał, i śmiejąc się powiedział: „to po co budowaliście tak drogo”. Ale to miał być Wersal i tak też było.

Mówiono też o konieczności wsparcia KSSSE, która przypomnijmy jest miejscem synekur dla lokalnych działaczy partyjnych (jak np. Romana Dziducha, wiceprezesa zarządu i byłego szefa KLD w Kostrzynie), oraz miejscem w którym „obraliśmy zapewnienie przedsiębiorcom jak najlepszych warunków do efektywnego funkcjonowania, a przez to rozwój polskiej gospodarki i tworzenie tysięcy nowych miejsc pracy”. Co ciekawe partnerem prawnym Kostrzyńsko-Słubickiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej jest kancelaria Komarnicka Korpalski sp.j. w Poznaniu (tak, ta Komarnicka, której mąż z układami w poznańskiej TVP został pierwszym dyrektorem Filharmonii), szkoda że nie pojawił się jakiś przedstawiciel gorzowskich koszykarek i nie zapytał publicznie (przy szefie rządu) Tadeusza Jędrzejczaka co z obiecaną przed kamerami … TVP Info budową hali widowiskowo-sportowej, na co są dowody. Znów miał być Wersal i tak też było.

law24

Fot. law24.pl

Przypomnieć należy, że dwa lata temu gościli w mieście przedstawiciele spółki EAB Energy, która lobbowała za postawieniem nieopodal Gorzowa farmy wiatrowej, a której partnerem prawnym w rozmowach w ministerstwie gospodarki była pani Renata Komarnicka. Warto dodać, że w nowej perspektywie finansowej przewidziano duże pieniądze które zostaną skierowane na tzw. zieloną energię. Szkoda że w II LO w Gorzowie, niegdyś szkole będącej wysoko w rankingach (ok. 25. miejsca w Polsce), o wysokim poziomie matematyki i fizyki, nie znaleźli się inni uczniowie, którzy zapytaliby premiera, dlaczego mówi pan, że jest pan patriotą, skoro podpisując pakiet klimatyczno-energetyczny złamał pan art. 129 kk, który brzmi: „Kto, będąc upoważniony do występowania w imieniu Rzeczypospolitej Polskiej w stosunkach z rządem obcego państwa lub zagraniczną organizacją, działa na szkodę Rzeczypospolitej Polskiej, podlega karze pozbawienia wolności od roku do lat 10.” To byłaby prawdziwa bomba. Co na to powiedziałby np. poseł Pahl, albo radny Synowiec. Myślę że taki uczeń mógłby już zabierać papiery. A co byłoby, gdyby była to grupa uczniów, oraz studentów ?

Dodajmy też, że 252 mln euro pójdzie na Europejski Fundusz Społeczny, w tym na „rozwój rynku pracy i podwyższenie kwalifikacji pracowników”, co ma przyczynić się do ograniczenia ubóstwa i tzw. wykluczenia społecznego.

Oto przykład jak wydawano te pieniądze w poprzedniej „sześciolatce”. Poddziałanie 6.1.2 Wsparcie powiatowych i wojewódzkich urzędów pracy w realizacji zadań na rzecz aktywizacji zawodowej osób bezrobotnych w regionie: „upowszechnianie pośrednictwa pracy i poradnictwa zawodowego w regionie poprzez dofinansowanie zatrudnienia 1 doradcy zawodowego i 2 pośredników pracy, zwiększenie kluczowych umiejętności 35 pracowników PUP poprzez zorganizowanie dwóch 3-dniowych szkoleń z zakresu (…) współpracy międzystanowiskowej, skutecznych metod pracy z klientem. Inny przykład. „Celem głównym projektu jest wzmocnienie i rozwój publicznych służb zatrudnienia poprzez dofinansowanie studiów dla 18 pracowników Powiatowego Urzędu Pracy w Gorzowie Wlkp. Realizacja przedsięwzięcia obejmuje następujące kierunki kształcenia: 3-letnie studia licencjackie na kierunku socjologia, specjalność – doradztwo zawodowe i personalne, 2-letnie uzupełniające studia magisterskie na kierunkach: zarządzania zasobami ludzkimi oraz doradztwo zawodowe i przedsiębiorczość, jedno- lub, półtora-letnie studia podyplomowe o specjalnościach: zarządzania zasobami ludzkimi, doradztwo zawodowe i personalne, zarządzanie kadrami i polityka zatrudnienia. Myślę że te zaproszone na spotkanie z Tuskiem dzieciaki to pewnie przyszli studenci tychże kierunków, które co prawdą jako należące do grupy z „okolic” humanistyki nie dają już pracy, ale kto ma dostać pracę ją dostanie, a kto ma jej nie dostać, nie dostanie.

bulwar

Fot. gorzow24.pl

Wcześniej, w bulwarowej kawiarni pojawiła się obok lokalnej sitwy platformianej rektor Wyższej Szkoły Biznesu, dr Anna Czekirda, która pisała swego czasu: „Uczelnia nie kształci co prawda inżynierów, ale na kierunkach Zarządzanie i Socjologia proponuje praktyczne i potrzebne rynkowi specjalności. Przykładem odpowiedzi na potrzeby rynku pracy w mieście, w którym większość przedsiębiorstw to zakłady produkcyjne, jest specjalność Zarządzanie produkcją. Nie należy zapominać też, że w wielu krajach europejskich na stanowiska kierownicze w różnego rodzaju jednostkach gospodarczych i administracyjnych coraz chętniej w ostatnich latach zatrudnia się absolwentów kierunków społecznych, w tym socjologów. Odpowiadają oni bowiem na współczesne wyzwania cywilizowanego świata, w którym współpraca w grupie, przeciwdziałanie konfliktom, patologiom i nietolerancji stają się podstawowymi umiejętnościami kierowniczymi. Tak więc na rynku pracy znajduje się miejsce zarówno dla specjalistów do spraw zarządzania kadrami, logistyką czy produkcją jak i socjologów”. Dodatkowo prof. Skorupska-Raczyńska apelowała o wsparcie i programy stypendialne dla studentów z Ukrainy, teraz z kolei okazuje się, że gorzowski układ zrobi wszystko, by w wyborach prezydenckich nie doszło do drugiej tury, a gdyby doszło i spotkali się w niej prezio i kandydat z PiS, by wszystkie ręce PO-wców zostały rzucone „na pokład” by wesprzeć towarzysza z partii-matki. Pojawiające się czasem głosy, i to ze środowisk z PiS-u o potrzebie „wspólnego kandydata prawicy” to konserwacja układu gorzowskiego.

(tg)

Związek Nieuków Polskich

I po wyborach. Mainstream jest w lekkim szoku. Prawda o Związku Socjalistycznych Republik Europejskich, i o aferałach „liberałach” się przebija powoli do świadomości. Głównie do świadomości młodzieży, bo tylko ona ma jeszcze czyste i nie strute do końca systemem edukacji lub synekurami umysły. Pokolenie 30-40 nie mówiąc o 50-60 czas uznać za stracone. To ludzie w układach, zakredytowani w myśl zasady „wyszły tanki, przyszły banki”, wielbiciele zakupów w Tesco tudzież pracy tamże. Oczywiście są regiony twarde jak nomen omen Stal. Np. taki Gorzów, gdzie znów wygrywa Polska Zjednoczona Partia Obywatelska. Kilka lat temu prezydent miasta trafia do „paki” a potem dostaje jakieś 53 procent. W wyborach do Rady Miasta SLD zdobywa potem jakieś 40 procent. Odkąd pojawiła się „moda” na PO, to w wyborach do rady miasta, parlamentu lub europarlamentu PO dostaje tutaj około 35 procent i SLD około 20. Teraz SLD dostało 17, PO 34, jesienią w samorządowych będzie pewnie podobnie albo 17 + 34 albo np. 22 + 29. Ale może to się jeszcze zmieni. Pewnie lokalny lud wybierze prezia z SLD teraz już „bezpartyjnego”. Głosują gorzowianie raz na SLD, raz na PO, trzeba te partie nazywać po imieniu: partia matka, partia córka, tak jak są spółki matki i córki. W mieście tak jak i w Polsce mieszka może 20% inteligentnych ludzi. W takim typowym robotniczym grajdole ze zniszczonymi zakładami zostali głównie urzędnicy, nauczyciele (wszyscy których znam przerzucili się z SLD na PO) i trochę cwaniaczków z firmami żrącymi z koryta unijnego. Do tego jakaś grupka psychologów, wyższe szarże mundurowe i 30 procent jest i zawsze będzie. Bo kto zlikwiduje w Polsce np. powiatowe urzędy pracy, w ogóle powiaty, kto utnie środki na „szkolenia miękkie” z EFS. Świnki żyją i mają się dobrze.

Ciosem w układ Tuska który rykoszetem uderzył w sitwę gorzowską było wystąpienie Marysi Sokołowskiej, która zepsuła belfrom z II LO w Gorzowie „widowisko”. Dziewczyna ta ma większą wiedzę nt. historii Polski po 1989 r. niż niejeden student UW czy UAM. To kolejny dowód na to że państwowa edukacja to badziewie które należy albo zniszczyć albo znacząco zreformować. O ile mi wiadomo to na lekcjach historii w szkołach średnich nie mówiąc o WOS nie omawia się „Nocnej zmiany” czy kulisów powstania takich partyjek jak UD czy KLD. Nie może być jednak inaczej, skoro młodzież licealna zostaje spędzana przez magistrat i podległych mu dyrektorów szkół karnie na pogadanki nt. Unii i to już od 2002 roku. Wiceprezydentem miasta ds. między innymi edukacji jest protegowana i bliska znajoma prezydenta, czerwonego aferzysty, która dla urzędniczego stołka porzuciła pracę w szkole (notabene coraz słabszej w rankingach). Dyrektorem wydziału edukacji jest były sekretarz POP PZPR w II LO, który za starych słusznych czasów spędzał młodzież na pochody 1-majowe. Dziś dyryguje dyrektorami szkół, gimnazjów i przedszkoli, stąd np. zmanipulowane dzieciaki stoją pod Katedrą z balonikami w kolorze niebieskim i żółtym i krzyczą „Głosuj w wyborach”. Przepraszam bardzo, dlaczego nie stali z balonikami w kolorach białym i czerwonym ? Oto pytanie do kwiatu lokalnego „ciała pedagogicznego” na żołdzie czerwonego prezia i platormersów z kuratorium.

tadekFot. gorzow24.pl

Gorzów znów pokazał się w Polsce. Ale przynajmniej ośmieszyła się sitwa. Plan był jasny. Przyjeżdża premier, lokalny kwiat partyjny plus prezio aferzysta witają go kawą, ciastkami, Nałęczowianką i pokłonami. Nauczyciele spędzają licealistów by zobaczyły szefa wszystkich szefów. Pikanterii sprawie dodaje fakt, że kilka lat temu córka dyrektora Wydz. Edukacji pracowała na stażu po studiach gdzie zgadnijmy w … Urzędzie Miasta. Do tego obecny dyrektor szkoły z mianowania „partyjnego” ma kredyt do 2042 r., a wiceprezydent od m. in. edukacji do 2031 r. Ze strachem towarzycho oczekuje jesiennych wyborów samorządowych.

Czerwona ekipa uruchomiła wszystkie możliwe kanały propagandy. Ukazało się specjalne wydanie Gorzowskich Wiadomości Samorządowych pt. 10 lat Gorzowa w Unii, dodatkowo prezio, który nie zgodził się, i to na żądanie m. in. radnego z klubu SLD (sic!) na obniżenie cen za wynajem lokalu z 24 zł za metr kwadratowy do 10 (należy obniżyć do zera), wydał zgodę na obklejenie tychże lokali – a jest to połowa centrum – plakatami z podobizną kolegi z SLD. Tym samym pokazał jakim jest bezpartyjnym prezydentem i fachowcem. Warto to będzie w kampanii samorządowej przypomnieć.

Potem gdy pojawił się w Gorzowie towarzysz Donald, podniecony prezio wyskoczył z kuriozalnym żądaniem elektryfikacji odcinka linii Krzyż – Kostrzyn. O ile mi wiadomo, elektryfikują Gorzów już od czasów Messnera, do tej pory jesteśmy jedynym miastem tzw. wojewódzkim z taką „infrastrukturą”. Był taki prezydent Woźniak, który próbował tworzyć linie turystyczne do Myśliborza dla Niemców, był towarzysz Pahl który bajał o Kolejach Dużych Prędkości. Niestety, czas to przyznać, Gorzów w województwie zielonogórskim był i będzie pomiatany. Nie będzie żadnej elektryfikacji. Tak samo Gorzów zniknie z mapy kolejowej jak znika i umiera powoli dużo ważniejsza niegdyś „Odrzanka”. Pragmatyka jest taka, żeby koleje urządzić na wzór niemiecki. Ktoś chce wygasić ZE Dolna Odra, „teren” od Kostrzyna po Szczecin pod względem przemysłowym, i społecznym jest już zrujnowany. Kto wie, czy i tej linii nie zamkną za 15-20 lat, jak tak dalej pójdzie.

Dziwię się, że jeden z lepszych dziennikarzy gorzowskich, red. Rusek z „Gazety Lubuskiej” sam wziął udział w tej grze, publikując na łamach mmgorzow.pl tekst pochwalny nt. obecności Gorzowa w UE niby na podstawie jakiejś śmiesznej wystawy w Urzędzie Miasta. Oto czytamy m. in. „Filharmonia to najdroższa inwestycja zlecona i wykonana przez miasto w ostatnich dekadach. Miała kosztować 65 mln zł, ale pierwszy wykonawca wycofał się z umowy. Kolejny za robotę (okrojoną, bo bez postawienia szkół artystycznych) dostał aż 138 mln zł. W niemal pięć lat górki z barakami (gdzie kiedyś, kiedyś stało kino Kopernik) zamieniły się w piękny, wielokrotnie za tę urodę nagradzany, kompleks artystyczny. Owszem, filharmonia do dziś przez wielu jest oceniana jako kosztowny kaprys rządzących, zbudowany dla garstki melomanów. Jednak ta garstka od czasu otwarcia rozrosła się do dziesiątek tysięcy słuchaczy, z których najmłodsi są… jeszcze w brzuchach mam. (…) Gdy w 2009 r. ruszała modernizacja niemal 4-kilometrowego odcinka drogi, była ona w sporej części ze starej kostki brukowej, bez kanalizacji deszczowej, poboczy, chodników. A po deszczach woda stała wszędzie. Samochody potrafiły wzbijać wodotryski na kilka metrów. Remont kosztował 22 mln zł, z czego aż 18 mln zł dała Unia. Autobusy MZK – na nie też zdobyliśmy dotację z Unii. W 2004 r. tabor zakładu komunikacji nie był tak nowoczesny i niskopodłogowy, jak dziś. Wiele zmieniły wielkie zakupy. W 2011 r. na przykład w Gorzowie pojawiło się aż 11 nowiutkich MAN-ów. Każdy warty około 800 tys. zł. Do tego 75 nowych wiat przystankowych i 120 biletomatów. Za zakupy warte prawie 15 mln zł w połowie zapłaciła Unia. I tak skończyła się w Gorzowie era głośnych, smrodliwych, niewygodnych jelczów z wysokimi schodami. Wszystkie te zmiany, budowy i remonty nie byłyby możliwe (albo nie tak okazałe), gdyby nie pomoc Unii. A przecież to zaledwie fragment całej listy. Milionowe dotacje ściągnęły bowiem także prywatne firmy, sporo wywalczyły szkoły, uczelnie czy gorzowski szpital. Fortunę pozyskały też wodociągi, które – z pomocą miasta i gmin – rozbudowują sieć kanalizacyjną i wodociągową. Przyłączy się do niej niemal 15 tys. ludzi, a inwestycja kosztuje ponad 200 mln zł! A kto dalej nie jest przekonany, albo nie pamięta, co się przez te 10 lat zmieniło, niech się wybierze na wystawę do magistratu”.

Moje zdanie jest takie, że magistrat użył za mało plakatów, obrazów, gadżetów, wizualizacji. Niestety nie jestem zatrudniony w Wydziale „Promocji” UM, bo bym jeszcze dołożył sukcesów, których było w latach 2004-2014 co nie miara. Stal Gorzów awansowała z poziomu drużyny jeżdżącej w drugiej lidze na stadionie ze słynnym wałem do poziomu drużyny jeżdżącej na „najlepszym stadionie w Jewropie” w „najlepszej lidze świata”. Urzędnicy pośredniaka nie dość że nadal pracują, to jeszcze z obskurnego baraku na Słonecznej wyprowadzili się do klimatyzowanych pomieszczeń gdzieś pod Kłodawą, gdzie można dojechać 40-letnim tramwajem lub 20-letnim autobusem linii 124. Kilka tysięcy urzędników od tzw. projektów unijnych wzbogaciło swoje konta przez 10 lat o jakieś 500 tys. złotych lub/i działki pod Kłodawą. Prezydent miasta nauczył się od kolegi od lecytyny obsługi internetu. Setki dzieci urzędników (dwa pięcioletnie „mioty”) skończyło studia i znalazło pracę w urzędach. Ktoś przecież musi tą kawę parzyć, a potem liczyć ile Unia nam dała. Wprowadzono różne e-pity, e-sądy, e-puapy, parkomaty, urzędomaty. Dalej dzięki Unii nie ma już żulii na ulicy Nadbrzeżnej, Gorzów rośnie w siłę i ludziom żyje się dostatnio, nie muszą oni stać na Słonecznej 63 po chlebek albo ciastka czy ryż lub masło z napisem Pomoc Unii Europejskiej. Dzięki Unii mamy też Grand Prix na żużlu, telewizję Teletop, TPV, salony telefonii komórkowej, tanie plazmy i laptopy, oraz automatycznego pucybuta w Mieszku. Nie ma już papierowego Tylko Gorzów, w którym w maju 2004 r. na pierwszej stronie ukazał się tekst. pt. Wuniewstąpienie, jest za to Tylko Gorzów Exclusive. Kilka tysięcy ludzi zrobiło grupy inwalidzkie stać więc zadłużony na 250 mln zł urząd miasta na zatrudnienie portiera który oprowadzi nas po wystawie pt. powrót do przeszłości. Powstało „nowoczesne” Ambulatorium Kontrolowanego Trzeźwienia, więc powoli rozwiązuje się problemy z dawnymi klientami Izby Wytrzeźwień. Spadła też liczba samobójstw, w ogóle sam widok flagi unijnej działa na ludzi kojąco i uspokajająco. W końcu żółty plus niebieski równa się zielony. A to kolor nadziei. Nadziei na lepsze. Po 2020 r. dogonimy USA, Chiny, Indie i prawdopodobnie przegonimy Marsjańską Republikę Anglosaską. Jest tylko jedna rysa (na szkle jak śpiewała Urszula). Popularny 10 lat temu lokal przy ul. Borowskiego nie stał się mekką gorzowskiej czy lubuskiej społeczności LGBTQ.

(tg)

Hipoteza smoleńska

Stara zasada kryminalistyczna mówi, że najbardziej podejrzanym dokonania zbrodni jest ten, kto najbardziej na niej zyskał. Oto dzień przed wylotem do Smoleńska, na biurko Prezydenta trafiła ustawa o udostępnianiu informacji gospodarczych i wymianie danych gospodarczych (Dz.U. Nr 81, poz. 530). Projekt dotyczył przepisów regulujących obrót informacją o zobowiązaniach konsumentów i przedsiębiorców a także utworzenia i działania biura informacji gospodarczej oraz nadzoru nad jego pracą. 421 posłów głosowało za przyjęciem ustawy, a dwóch było przeciw. Byli to … byli ministrowie zdrowia Bolesław Piecha i Marek Balicki. Dziwne to trochę. Na głosowaniu nie było m. in. Palikota, Sikorskiego, Tuska, Pawlaka. Ustawę przekazano Prezydentowi do podpisu 13 kwietnia 2010 r. Komorowski podpisał ją chyba bez czytania i analizowania. A co by było, gdyby Prezydent Kaczyński przejrzał ją dokładnie, punkt po punkcie, paragraf po paragrafie ?

W dzisiejszym świecie informacje gospodarcze to potężny oręż. W ustawie czytamy o dłużnikach, osobach fizycznych wykonujących działalność gospodarczą, osobach prawnych lub jednostkach organizacyjnych nieposiadających osobowości prawnej, wierzycielach, kredycie konsumenckim, wymianie danych gospodarczych.

Ustawą tą zmieniono ustawy: „Prawo energetyczne”, „Prawo bankowe”, o giełdach towarowych, o odpowiedzialności podmiotów zbiorowych, o działalności ubezpieczeniowej, o funduszach inwestycyjnych, „Prawo telekomunikacyjne”, o obrocie instrumentami finansowymi. Spory sektor finansowy. Spory sektor w którym rządzą służby, niekoniecznie polskie.

Oto na stronie Sejmu mamy taką zakładkę: „Informacja o działaniach podejmowanych wobec Sejmu Rzeczypospolitej Polskiej w 2010 roku przez podmioty wykonujące zawodową działalność lobbingową”. Najciekawsze zestawienie dotyczy firmy Viewpoint Group sp. z o.o. i Wspólnicy Spółka Komandytowa. Interesowała się ona projektami ustaw z zakresu: energetyki, obrony narodowej, ochrony środowiska, ochrony zdrowia i prawa bankowego.

Takich lobbystów po Sejmie krąży wielu. Są to np. Bieniada lobbing, Central European Consulting, CMS Cameron McKenna (pracowała dla tej firmy 36-letnia prawniczka Dominika Uberman związana romansem z prezesem Enei, która zginęła tajemniczą „samobójczą” śmiercią), Deloitte Doradztwo Podatkowe, Europe-Consulting Ferber, Fundacja Biuro Do Spraw Załatwianych Inaczej (sic!), Kancelaria Doradcza Tomasz A. Gryżewski, Multi Communications Sp. z o.o. i kilka innych.

eko

Fot. ekogroup.info

W posiedzeniach sejmowych z lobbystów brali najczęściej udział panowie z Viewpoint Group. Np. przy rozpatrzeniu uchwały Senatu RP o stanowisku w sprawie ustawy o zmianie ustawy – Prawo energetyczne, przy rozpatrzeniu sprawozdania Podkomisji nadzwyczajnej o rządowym projekcie ustawy o szczególnych uprawnieniach ministra właściwego do spraw Skarbu Państwa oraz ich wykonywaniu w niektórych spółkach kapitałowych lub grupach kapitałowych prowadzących działalność w sektorach energii elektrycznej, ropy naftowej oraz paliw gazowych, przy rozpatrzeniu sprawozdania podkomisji nadzwyczajnej o rządowym projekcie ustawy o udostępnianiu informacji gospodarczych, przy pierwszym czytaniu poselskiego projektu ustawy o odnawialnych zasobach energii i racjonalnym ich wykorzystaniu. Na stronie internetowej spółki nie znajdziemy członków reprezentacji (brak danych), do reprezentowania spółki i składania oświadczeń w jej imieniu uprawniony jest komplementariusz, którego reprezentują Bartłomiej Sankowski i Piotr Małecki.

Sporo takich firm „grasuje” po Polsce, noszą one angielskie nazwy, w rzeczywistości są to rosyjskie spółki zarejestrowane gdzieś na Cyprze. Istnieją poszlaki że część z tych spółek powiązana jest z ludźmi SKW i WSI. Chodzi w końcu o poważne pieniądze, z energetyki, kopalin i gazu. Do tego dochodzą banki, zajęcia komornicze, np. szpitali, niewypłacalnych zniszczonych cenami prądu i gazu firm i koncernów państwowych. Od 2010 r. obserwujemy wzmożony ruch przy zadłużaniu i przejmowaniu za bezcen szpitali, kamienic, a niedawno usłyszeliśmy że rząd będzie mógł zajmować mieszkania i oszczędności seniorów, nie „wyrabiających” na opłaty za czynsz, prąd i leki. Zło w Polsce szerzy się wielotorowo. Demontaż państwa jak mówił szef IPN „właśnie się zakończył”.

(tg)

Salon pompuje PSL

Kilka dni temu TVN24 podał wynik jednej z sondażowni, w której to prowadził minimalnie PiS przed PO, SLD, a po 5 procent głosów miały PSL i KNP. W niektórych sondażach telewizyjnych KNP wyprzedzał PSL. Jednak na szczęście tak jak umierają gazety (np. taką Lubuską czyta dziś głównie emeryt), tak spada opiniotwórcza rola tv, którą wypiera internet. A tam KNP ma dwukrotnie większy wynik.

Cały problem polskiej polityki to zasiedzenie w Sejmie tzw. nowoczesnej prounijnej partii pod nazwą PSL z jej 130 tysiącami członków. Zdobycie mandatów przez KNP kosztem PSL i Palikota (plus nie przekroczenie przez „zielonych” progu wyborczego) jest ostatnią szansą na złamanie monopolu komuny. SLD już się na pewno nie podniesie, chyba że wygra PO, które „puści do nich oczko”. I tu rola dla Ruchu Narodowego, który musi bezwzględnie dzięki głosom kibiców odebrać Palikotom miejsce w Sejmie.

Mówi się że w Polsce jest socjalizm, w Polsce „za komuny” nie było socjalizmu, tylko sowietyzm. Teraz jest za to zamiast kapitalizmu socjalizm. Najlepiej widać to na przykładzie urzędów pracy. Mimo podobnego jak 3-4 lata temu ponad dwumilionowego bezrobocia „frekwencja” zmalała tam znacząco. Sporo ludzi wyjechało, sporo uciekło w szarą strefę, jeszcze inni na renty, jeszcze inni na grupy inwalidzkie, inni się ciągle „szkolą” przez kilka miesięcy otrzymując np. przez miesiąc „stypendium”. Za to panie w pośredniakach mają bardziej cieplarniane warunki. Instytucja ta powinna być jako pierwsza zlikwidowana.

W ogóle należałoby wprowadzić coś w rodzaju Elektronicznej Karty Obywatela. Za jakieś kilkaset mln zł można by stworzyć system (koniecznie powinna zarobić polska firma), w którym każdy obywatel miałby zapisane na chipie wszystkie dane z dowodu osobistego, paszportu, książeczki wojskowej, legitymacji studenckiej, legitymacji niepełnosprawnego, zaświadczeń NIP, ZUS, ubezpieczenia zdrowotnego itp. Pozbytoby się dzięki temu około 300 tys. urzędników. Oszczędności rzędu kilkunastu miliardów.

Warto wspomnieć o położeniu jakie mamy. W XVII wieku jeszcze starczało nam na utrzymanie silnego wojska. Inne kraje, jak Hiszpania, Portugalia, Anglia stać było na podboje zamorskie. My mieliśmy inne priorytety. W zasadzie jednak od 1683 r. Polska przestała istnieć militarnie. Od tamtej pory wygraliśmy tylko wojnę z bolszewikami w 1920, i powstanie wielkopolskie w 1919. Reszta to wszystko martyrologia, i przelana krew.

Ciągłe rozdawnictwo przywilejów dla szlachty, coś jakby „socjal” typu „trzynastki, czternastki” dla rozrastającej się mafii urzędniczej, powodowały ciągłe ubytki w kasie państwa. A podstawowym zadaniem państwa jest zapewnienie bezpieczeństwa zewnętrznego (później wewnętrznego). Mieliśmy różne rodzaje wojsk, lisowczyków, rajtarów, arkebuzerów, piechotę o wzorze szkockim, niemieckim, husarię, kozaków pancernych, wojska kwarciane, komputowe, gwardię królewską, itd. Niestety wyniszczenie postępowało z roku na rok. Kąsali nas to z jednej to z drugiej. Zawsze chodzi o ziemię, surowce, gospodarkę.

Od 1772 mieliśmy tylko 21 lat wolności w 1918-39 z czego 1918-22 zmarnowane na toczenie wojen, potem 1936-39 na przygotowanie do wojny. Reszta jak nie wojny, to zabory i powstania.

Już w XVII wieku mieliśmy pioniera techniki rakietowej Siemienowicza. Z powodu rozbiorów i nie posiadania państwa ominęło nas korzystanie z rewolucji technicznej poza Łukasiewiczem, Olszewskim, Wróblewskim i Skłodowską. Pod butem pruskim i później ruskim można było tylko bawić się w parobków. A oni mając kasę głównie na wojsko i aparat administracyjny, poszli do przodu. Niemcy dorobili się różnych Eulerów, Gaussów, Siemensów, Roentgenów. Pozostałe wynalazki skonsumowali Francuzi, Anglicy, Włosi, Duńczycy, Holendrzy. To były takie czasy że każdy król czy kanclerz inwestował głównie w naukę i wojsko.

Od 1989 roku ciągle rządzą czerwoni. Wojska nie mamy, przemysłu nie mamy, pieniędzy nie mamy, dzieci nie mamy, banków nie mamy, rządzą dziś mafie. W zasadzie Polskę penetruje kilka wywiadów. Rosyjski, niemiecki, i nie tylko. Państwowość to fasada. Rozwalili całe dowództwo wojsk lotniczych, potem Smoleńsk, wcześniej zakłady, wcześniej PGRy, kolei też już prawie nie ma, tzn. jest ale pokawałkowana i niespójna. Autostrady i stadiony budowali Niemcy. Telewizja i media w rękach albo komunistów albo Niemców. W urzędach całe klany i dynastie. W zasadzie jesteśmy pod niejawnym rozbiorem. Przykładowo taki Kluska w normalnym państwie byłby potentatem. W Polsce obowiązywał zerowy VAT na komputery sprowadzane z zagranicy. I 22 proc. na produkowane w kraju. Załatwiła go skarbówka. Każdego można zniszczyć. Hipermarkety nie płacą podatku. Energetyka podzielona i powoli rozsprzedawana obcym. A to energetyka i surowce rządzą światem. To one są potrzebne do produkcji.

rzadkie

Fot. wyborcza.pl

Potem przyszła wolność. Tyle tylko że nastała rewolucja technologiczna. Nie ma już gospodarek hutniczo wojskowo energochłonnych. Liczy się zysk i sprzedaż głównie elektroniki, komputerów, smartfonów, sprzętu medycznego, AGD i samochodów naszpikowanych elektroniką. Do wyrobu tych wszystkich plazm, nowoczesnych urządzeń potrzebne są pierwiastki ziem rzadkich. Neodym, dysproz, lantan, cer, itr, skand, prazeodym, gadolin, samar, erb, holm, promet, europ, terb, tul, lutet. Wyborcom niewiele te słowa mówią. Kiedyś bito się o złoto, potem o węgiel, potem o ropę, dziś o pierwiastki ziem rzadkich, o łupki. Energetyka i chemia to podstawa.

Pakiet klimatyczny podpisany przez Tuska ze złamaniem artykułu 129 kodeksu karnego pogrąży górnictwo. Pawlak podpisał z kolei „cyrograf na ropę”. Różne złoża sprzedane nie wiadomo komu. Kierunki ścisłe leżą. Kształci się setki tysięcy humanistów i marketingowców. No i politologów. Prawdziwa wojna toczy się o przejęcie złóż, zakładów, drewna. Potem jest pusta kasa bo się wszystko oddaje, i wydaje na urzędników. Nie ma wywiadu wojskowego, wywiadu gospodarczego, uczelnie to farsa. Ogólnie rządzą idioci popierani przez idiotów. Na wybory idzie 40 procent, z czego 99 procent wybiera tak jak podano w sondażach. Z czego 80 procent tych co idą na wybory to pracownicy budżetówki. A licznik długu i wydatki na obsługę długu rosną z dnia na dzień.

W gospodarce liczą się ludzie i surowce. Czy lepiej robić dla Polskich Zakładów Elektronicznych czy koncernu niemieckiego. Niewolnikowi wszystko jedno. Polacy są dziś takimi niewolnikami. Tesco, Real, Netto, jakieś fabryczki coś tam Polska a właściciel w Anglii, na Cyprze. Biali Murzyni. Albo jesteś Murzynem do roboty albo Murzyni pracują dla ciebie. Murzyn nie oznacza rasy, tylko pozycję gospodarczą.

Propagandę studiowania zafundowała Gazeta Wyborcza. Chodziło generalnie o „spust ciśnienia”. Przemysłu i rolnictwa nie było. Handel został rozwalony. Trzeba było te roczniki 1978-83 z fali wyżu bo pierwsza była w 1950-55 (to było zadanie dla Gierka) gdzieś upchnąć. Gierek upchnął tych młodych ludzi kupując licencje i budując zakłady, drogi. Zadłużył kraj na potęgę.

Ale obecna banda zadłużyła kraj 10 razy więcej a bezrobotnych jak było 2 miliony tak są 2 miliony. Wysłanie młodzieży na studia było potrzebne żeby nie przedłużyć młodość, tylko wyssać kasę od rodziców, od studentów i z budżetu. Tysiące rektorów doktorów bezużytecznych kierunków humanistycznych zarobiło. Być może są to „resortowe dzieci”. Przez 5 lat, potem kolejnych 5 lat, i dalej 5 lat mieli spokój od buntów. Komuna się uczy. Lekcje z buntów robotników 1956, buntów studentów 1968, buntów robotników 1976 i 1980 mają odrobione. Mają na usługach swoich socjotechników i psychologów społecznych. Np. takiego profesora Czapińskiego, który twierdzi że Polacy są bogaci, szczęśliwi a te 6.100 samobójstw w zeszłym roku przy nieco ponad 4.000 w 2012 r. czyli niechlubny rekord „transformacji” to „szok”. Taki z niego diagnostyk społeczny. 60 ze 100 studentów kierunku typu psychologia, politologia kończy na bruku. Oni nie wypowiedzą się jako autorytety w TVN. Mogą popisać na FB. Błąd celowy czy taktyczny ?

Gra zawsze toczy się o te kilkanaście do 30 posłów. W Polsce nigdy nie było wolnych wyborów. W 1991r. można powiedzieć że były częściowo wolne wybory gdzie dostały się partie mające po 2 procent głosów. Ale np. Mniejszość Niemiecka mająca 1.18 procent miała 7 posłów. Potem była zmowa agentury z tymi samymi gębami które teraz dyrygują jak Tusk, Pawlak, Niesiołowski i rozwalenie rządu który coś próbował zrobić w kraju w którym stacjonowali jeszcze Sowieci (w rzekomo wolnym kraju). Wolny i suwerenny jest kraj, w którym nie ma obcych wojsk. Oczywiście penetracja przez GRU, BND i tym podobne trwa cały czas. Wtedy jednak rozwalono próbę uratowania Polski. Potem jedna z najbardziej bandyckich decyzji czyli zmiana ordynacji podnosząca próg do 5 procent, co spowodowało że jakieś 30 procent wyborców nie miało swoich przedstawicieli w Sejmie. Została komuna, zielona komuna z PSLu, i pseudosolidaruchy. Jeszcze chwila się pokulał ROP Olszewskiego i KPN Moczulskiego. Praktycznie w 1993 sytuacja została załatwiona na amen. Silni i bogaci stali się silniejsi i bogatsi. Poza tym Polska podpisała w 1991 traktat stowarzyszeniowy z EWG, który rozwalił nam przemysł i po części rolnictwo, a przede wszystkim lokalny handel. Ten traktat podpisały SLD, dzisiejsza PO i większa część PiSu. Ogólnie SLD, PO, PiS, PSL to partie prounijne czyli lewicowe albo lewackie.

Potem był rozbiór Polski czyli wejście do Eurokołchozu. W UE istnieje wspólna polityka rolna ale nie ma wspólnej polityki przemysłowej. Każdy kraj chroni swój przemysł. Niemcy i Francja szczególnie. Z Polski zrobili bajzel, i dom starców. Nie ma własnych wynalazków, handlu, ostały się banki i apteki w których starcy robią „zakupy”. 90 procent ludzi robi a potem kupuje w Biedronkach.

Gospodarka została skolonizowana. Jesteśmy na poziomie republiki bananowej. Jak w Ameryce Łacińskiej. Budżet państwa uzależniony od narkodolarów, akcyzy na alkohol i paliwo. Wielkim osiągnięciem nazywają otworzenie jakiejś montowni LG. Skręcamy końcówki a nie produkujemy wyrobu finalnego. Nie mamy punktu zaczepienia. Szuka go minister Piechociński. Sami sobie ludzie kopią grób kupując Nokie, LG, Sony, ciuchy z lumpa, stare szroty z Niemiec, sałatę z Hiszpanii, ziemniaki z Portugalii. Ale czy mają wybór, chyba nie.

Na temat armii nie ma co już mówić. Złomowisko. Leopardy za 1 euro, lotnictwo nie istnieje, fabryki śmigłowców rozwalone, armia liczy 30 tys. żołnierzy plus 70 końcówek, logistyki, zaopatrzenia. Ale w TV podają że wydajemy na modernizację. Nie, wydajemy na łapówki dla lobbystów. Padły projekty jak Goryl, Wilk, Gepard, Iryda, Orkan, Skorpion, Loara, Krab, Twardy też się nie wybił. Dostaliśmy na otarcie łez stare F-16, trochę radiostacji, zaraz kupimy bezwartościowe niemieckie okręty, w gazecie fajnie to wygląda. Przemysł zbrojeniowy i stoczniowy są najważniejsze, bo on nie ma zarabiać, ale ma utrzymywać resztę z tzw. łańcuszka, oraz utrzymywać zdolności projektowe, sprzedawać licencje i zarabiać na eksporcie.

Tak samo jest z energetyką. Należy mieć taką władzę, żeby prąd od nas kupowali, a nie my od nich. Liczą się interesy narodowe. Można sprzedać fabryki tekstylne, a nawet rolnictwo, ale tylko złodziej albo agent obcego państwa robi rozwałkę w krwioobiegach państwa czyli energetyce, armii, bankach i kolei. Był kiedyś taki generał Zagórski, który w połowie lat 20-tych brał łapówki od Francuzów za lotnicze fabryki widma. Skończył na szczęście marnie. Był agentem obcej zaborczej jak się okazało armii.

psl

Fot. januszpalikot.natemat.pl

To co jest w TV, to 5 może 10 procent prawdy. Walka toczy się o byt PSLu a tym samym koalicji i „systemu”. Leppera załatwili, bo mógłby on odebrać 1-2 procent na wsi PSLowi. Wtedy może PSL nie dostałby się do sejmu, nie byłoby koalicji. Rząd by upadł. Nie byłoby co kraść. Byłyby wybory i strach o stołki. A tak spokojna robota. My bierzemy spółki państwowe, wy stołki w terenie, skarbówki, pośredniaki, agencje i fundusze.

Oni tego nie przeżyją jak KNP dostanie np. 5.01 procenta a PSL 4.99. To właśnie ten punkt zaczepienia. Wtedy przestanie istnieć zielona komuna z PSL, a rola SLD zostanie zmniejszona do minimum. Ale czy ktoś sobie wyobraża że czerwoni tracą stołki i idą do więzień za zdradę stanu.

Polska jest cały czas bogatym krajem, bo do koryta wciąż przyłażą nowe „świnki” i ciągle jest co jeść. Zakłada się np. spółkę PGE EJ 1 w budowie i kasuje 100 tys. miesięcznie. Potem ustawiony koleś idzie do następnej spółki. Tam pracuje się 3 miesiące (na stażu) bierze 600 tys. odprawy potem przychodzi kolejny i tak w kółeczko. Stać nas też na spółkę Igrzyska zimowe w planie. Stać nas było na umoczenie 2 bln starych zł w Żarnowiec w planie, na miliard wpompowany w korwetę Gawron, 2 miliardy w stadion. Stać też Polskę na milion urzędników biorących 13-te pensje po 4000 zł. Większość z nich zna dwie ustawy (np. o instytucjach rynku pracy albo o ordynacji podatkowej) i kpa, oraz potrafi zliczyć do tysiąca. Resztę robią za nich komputery.

W elektrowniach jest nadrobocie, tam trzeba zwalniać ludzi przyspawanych też do koryta z 10-letnimi gwarancjami zatrudnienia. Stać też Polskę na tworzenie spółek typu Enea Operator, PKP Dworce, i zatrudnianie tam kolejne tysiące „krawatów”, których pozwalniano po kryzysie z banków.

Największym pracodawcą w Europie jest Platforma Obywatelska (na którą głosują złodzieje, niestety też panie po mszach, oraz urzędnicy). Drugim największym pracodawcą jest PSL, na którą nie głosuje żaden szanujący się rolnik. Stać Polskę na farsę typu KRUS, na utrzymanie pałaców ZUS, na utrzymanie powiatów, jak są województwa i gminy. Każdy powiat to kilka tys. kolejnych miejsc przy korycie. Głównie dla członków i kolesi z PSL.

W zasadzie wszystkie partie prounijne to Targowica. A problemem numer jeden na dziś jest stan służby zdrowia. Nie ma na nią pieniędzy i nie będzie. Jak nie było 2-3 mln miejsc pracy w 1989, tak nie było ich w 1995, 2000, 2002, 2005, 2009, 2013. I nie będzie tej pracy, bo nie ma przemysłu, który rozmnaża miejsca pracy w handlu i usługach. Gdzieniegdzie potrzebują do call center, na promocje, do wykładania towaru, no i jakichś inwalidów. Nowe miejsca nie powstaną. Gdzieś otworzą kilka Biedronek, to upadnie kilkadziesiąt sklepików. Liczba bezrobotnych będzie się wahać w przedziale 2.2-2.5 mln. Może jakimś cudem spadnie do 1.9-2 mln jak będzie ktoś mądry rządził. Podatki można „uszczelniać”, minimalnie „regulować”, to nic nie da. Potrzeba radykalnego cięcia. To radykalne cięcie to najpierw wywalenie PSL z Sejmu a potem przewietrzenie koryta. Dopiero potem wszelkie podatkowe pomysły i zamysły coś dadzą.

Nie ma już możliwości stworzenia 1 mln miejsc pracy przy dzisiejszym zwijaniu „dawnych” technologii. Nie ma sensu szkolenie w technikach i zawodówkach na starych „programach”, bo nie ma przemysłu i zakładów. Nie ma sensu zapisywanie się na „hobbystyczne” studia, jak się nie ma zaplecza typu rodzina, znajomi, spadek, firma rodzinna. Będzie kilkaset tys. kolejnych mgr kandydatów do pracy w biurach pośrednictwa, call center i hotelarstwie.

W Polsce się nic nie produkuje, tylko sprowadza. Zaraz na emerytury przejdzie pokolenie 1950-55 których rodziła się czwórka, piątka. Rozsadzi to budżet. Zabraknie na ZUS, zabiorą komuś oczywiście młodym i pracującym oraz właścicielom firm w podatkach PIT, CIT no i unijnym VAT. Dostaną najbardziej młodzi, bo dostaną niewiele za swoją pracę. Przybędzie starców, ubędzie młodych, służba zdrowia nie wydoi. A potrzeby rosną i diagnostyka (urządzenia sprowadzane z zagranicy) kosztuje. PO planuje wprowadzić opłatę 5, potem 10 zł za wizytę u lekarza, będzie się pewnie też płacić za żywienie w szpitalu. Już płaci się za drugi kierunek studiów, wkrótce być może wprowadzą opłatę za pierwszy kierunek, potem pewnie zniosą zniżki na PKP, wprowadzą opłaty za wypożyczanie książek. Studiować będzie za kilkanaście lat tylko elita. Dla reszty przewidziano rolę parobków w magazynach Biedronki. Starców czeka marny los, de facto eutanazja. Studentom pozostało jedno, odsunąć PSL od koryta, głosując na KNP. Niech walczą mają prawo wyboru.

Część emerytów i rencistów posiadających rodziny, dzieci, jakieś wnuki w UK przeżyje na barach mlecznych. Część młodzieży „z energią” i jakimś minimalnym zapleczem ucieknie. Chociaż za bardzo też już nie ma gdzie. System prounijny właśnie kompromituje się, dlatego Salon kwiczy w TV.

(tg)

Gorzów się zwija a nie rozwija

Ostatnio uaktywniły się służby prezydenta miasta. Najpierw został wywołany do tablicy Miejski Zakład Taboru Muzealnego, zwany oficjalnie MZK, protestując przeciwko złej metodologii przeprowadzania badań nt. komunikacji miejskiej. Zaraz potem z rankingu nt. edukacji z tej samej gazety dowiedzieliśmy się, że „według tabelek” jesteśmy sytuowani w czołówce krajowej. Do tego prezio podpisał umowę na dofinansowanie budowy odwodnienia w zachodniej części Gorzowa. Brakuje tylko podpisów pod budową hali sportowej, rewitalizacji linii kolejowej nr 415, i można już ruszać do kampanii wyborczej.

Tak to działa. Coś podpisujemy co się da podpisać, i uznajemy to za sukces miasta i jego służb no i oczywiście prezia. W Gorzowskich Wiadomościach Samorządowych co rusz mamy obok newsów typu otworzono odcinek drogi, nasza szkoła się modernizuje, wiadomości w stylu gorzowianin wygrał konkurs jazzowy, albo gorzowianin zwyciężył w olimpiadzie matematycznej. Żadnej pomocy miasta nie było w żadnym z tych przypadków (droga ze środków unijnych, szkoła dostała pieniądze z automatu, talenty urodziły się samoistnie) ale w gazecie trzeba napisać, jak to dobrze w mieście jest.

Kilka kat temu redaktor naczelna, mgr Anna Zaleska, dobierała różne teksty, a to pan Żbikowski napisał coś o reformie samorządowej, a to coś można było przeczytać o siatkówce, piłce wodnej na Słowiance, ogólnie była to „mowa trawa”, typowy periodyk dla emerytów i ludzi którzy informacje lubią w XXI wieku, epoce internetu i Youtube, czerpać z jednego źródła, czyli z Gazety Lubuskiej, Teraz Gorzów, GWS.

Kilkanaście miesięcy temu na portalach społecznościowych wyśmiewałem podwyżkę cen biletów MZK do poziomu 2.90 zł. Miało być 3 zł jak chciały służby prezia, ale się nie udało. Pisałem: „Greccy ekonomiści krytykują greckich ekonomistów. To możliwe tylko w Gorzowie, mieście-wzorze ekonomii socjalistycznej. Oto MZK apeluje do gorzowian, by płacili teraz w biletomatach „klepiakami” 5-groszowymi. Grecki ekonomista, prezydent miasta, który planował wraz z podległymi sobie urzędnikami ustalić cenę biletu na 3 i 1.50 zł opieprza greckich ekonomistów PO, SLD i NdG, którzy ustalając ceny na 2.90 i 1.45 spowodowali zwiększenie kosztów funkcjonowania MZK z powodu wyjazdów pojazdów pomocy technicznej. A paliwo kosztuje. Greccy ekonomiści PO, SLD i NdG chcieli przechytrzyć „marketingowo” mieszkańców, tzn. tak zrobić żeby nie być za 3 złotymi, ale przy okazji zrobić cenę najbliższą możliwą, czyli wzięli przykład z hipermarketów i ustalili na 2.90. Tylko że się okazało, że się „zakiwali”. Bo z punktu widzenia marketingowego 3 zł leży „daleko” od 2.90, i znacznie odstrasza klientów-pasażerów, co powoduje mniejsze wpływy do kasy MZK (wcześniej podwyżki powodowały mniejsze wpływy do kasy miasta). 2.90 brzmi lepiej, i troszkę więcej wpływa do kasy, ale znowu biletomat nie nadąża z wydawaniem 5-groszówek, co powoduje wyjazdy pojazdów, i zapewne się na koniec roku dowiemy, że podwyżka z 2.60 na 2.90 spowodowała kolejne straty”.

Teraz okazuje się, że po raz „enty” przymierza się Urząd Miasta do podwyżek cen biletów do 3 zł, wykorzystując „problemy techniczne”. Podpowiadam, że tych problemów, nie tylko natury technicznej nie byłoby przy cenie 2 zł i ulgowej 1 zł. Gorzów jest małym miastem, w którym wszyscy się znają jak łyse konie, ale w propagandzie istnieje taki fakt ze mamy 125 tysięcy mieszkańców, że osiedla, że zakłady, że inni mają po 3, 3.50 zł. Nie. Czas przerwać to myślenie. Gorzów to pipidówa. Czas pokazać innym pipidówom i miastom, że bilet może kosztować 2 zł. Albo płacimy 4 zł ale za godzinę. Wtedy jednak ktoś powie za małe mamy miasto. No i właśnie. Mamy za małe żeby wprowadzić bilety czasowe, ale jednocześnie mamy bogatych mieszkańców mających płacić 3 zł.

Czas spojrzeć prawdzie w oczy. Mało kto już kupuje bilet. Młodzieży szkolnej i studenckiej (uciekającej z Gorzowa) będzie coraz mniej. Emerytów płacących za bilet stawkę ulgową, albo w ogóle nie płacących będzie coraz więcej. Wkrótce MZK stanie przed kolejnym dylematem pt. cena 3.20 zł. I tak w kółko. Tylko bunt i żądanie obniżenia cen do poziomu 2 zł za bilet normalny i jakichś 80 zł za miesięczny może przynieść skutek. Potem będzie tylko gorzej. Sensownie skontrował pomysł MZK radny Sondej, postulując żeby dostawę pięciogroszówek realizowano na pętlach. To jednak rozwiązanie doraźne, na rok, dwa.

Dalej słyszymy że sędzia Kraciuk wysyła sprawę afery budowlanej do prokuratury. Do tego prezio załatwił forsę na ZITy i MOFy. Tylko z tymi śmieciami wciąż problem. Będzie chyba węszyć w tym temacie nawet CBA.

Fot. mygorzow.pl

Rok temu na forach pisałem: „Za tzw. komuny wielkiego wyboru nie było. Było Przedsiębiorstwo Gospodarki Komunalnej. W 1994 r., czyli w czasie tzw. partnerstwa niemiecko-polskiego z naciskiem na niemieckie zarejestrowano w Tomaszowie Mazowieckim spółkę Altvater Sulo Polska. Dwa lata później, powstała spółka Przedsiębiorstwo Gospodarki Komunalnej-Altvater w Gorzowie Wielkopolskim. Cztery lata później UOKiK wydał ważną, mającą spory wpływ na ocenę standardów tzw. wolnego rynku śmieciowego, decyzję. Decyzją DL WR 16/2000 na podstawie ustawy z dnia 24 lutego 1990 r. o przeciwdziałaniu praktykom monopolistycznym i ochronie interesów konsumentów nałożono na PGK Altvater z siedzibą w Gorzowie Wlkp. przy ul. Podmiejskiej 19 karę pieniężną w wysokości 100 tys. zł. W październiku 2001 r. poinformowano, że miasto sprzedało ostatnie 22,37% udziałów firmie Altvater Service GmbH z siedzibą przy, Bünder Strasse 85 w Herford. Wówczas to Altvater Service posiadał 64.9%, a udziałowcy indywidualni 13.1%. Były jeszcze Laguna, Alba, Poraj. W 2007 r. grupa Sulo stała się już częścią koncernu Veolia Environnement obecnego w 77 krajach. Czyli innymi słowy był monopol państwowy, potem „chwila” konkurencji z przewagą monopolisty, i wracamy do punktu wyjścia, czyli monopolu, tym razem koncernowego, a miał być przecież wolny rynek z jego niewidzialną ręką. Po drodze jednak ktoś kupił udziały, ktoś sprzedał, ktoś pobalował w Herford. Żeby nie było, że wprowadzając ustawę pod dyktando kilku obecnych na krajowym rynku monopolistów w niektórych miastach odbyły się nawet konsultacje społeczne, w formie ankiety. Dostali mieszkańcy karteczkę, cztery kwadraciki do zaznaczenia, którą „metodę” łupienia wybierają. Bez wytłumaczenia, która będzie łupieniem, która łupieniem do kwadratu, a która łupieniem do sześcianu. W Gorzowie wybrano oczywiście metodę najdroższą z możliwych. Eksperci podali że „w innych miastach jest to 10 zł”, a u nas „i tak będzie taniej”, a inne wyliczenia to „demagogia”. Nie dowiemy się pewnie, jak to możliwe, że reklamujące się i promujące ekologię, innowacyjność, i walkę o środowisko koncerny i firmy, nie mówiąc o samorządach, nie wyjdą z innowacyjną i proekologiczną inicjatywą w postaci ustalenia np. takich stawek za wywóz: dorosły 6 zł, dziecko 0 zł. Logiczne, że jeśli się chce wprowadzać ekologię, to należy zacząć zaszczepiać takie postawy dzieciom (a wtedy także i rodzicom) w postaci właśnie takich zachęt. Ale przecież nie chodzi o żadną ekologię i czystość. Bo przecież nawet dziecko wie, że tak wysokie opłaty w połączeniu z innymi daninami doprowadzą do tego, że mieszkańcy zaczną wyrzucać śmieci w reklamówkach do pojemników obecnych przy hipermarketach, w parkach, czy na chodnikach. Zrobi się więc Neapol. Dlaczego zatem, wzorem Jakubowskiej i jej słynnego „lub czasopisma”, nie wpisano w artykule 6j jakiegoś nieco skomplikowanego wzoru matematycznego jakich pełno w różnych przepisach, który obniżałby do minimum opłatę osobom starszym, samotnym i dzieciom? Dlaczego nie dopisano np. punktu 6 w postaci „osoby do lat 18 i powyżej 60 nie są uwzględniane przy wyliczaniu opłat”? Czy byłoby to niezgodne z „wytycznymi” unijnymi? Czy takich zapisów nie może wprowadzić miasto? Dlaczego wybrano ustawowo w tym miejscu najbardziej łupiącą z możliwości, czyli „iloczyn” ?

Rozmywa się w tym konflikcie sedno problemu. Płacimy (i to słono) rzekomo za ekologię, a jednocześnie nie wprowadza się zniżek dla osób samotnych, rodzin i dzieci. Cała ustawa została napisana „pod” 4-5 koncernów niemieckich i francuskich, jedną z tych firm wybrały niestety germanofilskie służby prezydenta miasta. Tak, germanofilskie, bo nie wyobrażam sobie, żeby np. sekretarz Jeremicz mając do wyboru Tonsmeiera za 9 zł i firmę z Deszczna za 9,10 zł wybrał tą drugą.

Uaktywnili się też architekci i urbaniści. Oby byli to fachowcy spoza Urzędu Miasta. Przeciętny obywatel internauta przeczyta taki np. kawałek mało zrozumiałej dla niego nowomowy urbanistycznej: „nasze centrum to nie tylko zjawisko złej architektury (zawsze pojmowanej subiektywnie), niespójnej wizualnie tkanki miejskiej, nadmiaru reklam czy kwestionowanych przez wielu gorzowian rodzajów działalności gospodarczych. Niestety – ogrom problemów, jakie przyjdzie rozwiązać (magistratowi, urbanistom/architektom oraz zainteresowanym firmom publicznym i prywatnym przy pewnym współudziale mieszkańców), jest naprawdę spory, a ich bagaż nagromadzony przez wiele dekad, będzie trudno udźwignąć merytorycznie. Dobrze, by wszyscy zainteresowani, także mieszkańcy Gorzowa, mieli powszechną świadomość, iż to, co nas czeka, należy rozpatrywać w perspektywie nie kilku lat, ale kilkunastu, z horyzontem strategicznym ustawionym na lat kilkadziesiąt”.

Jeden z autorów tego tekstu, to Łukasz Grzesiak, główny koordynator badań nt. aglomeracji gorzowskiej, który otrzymał wsparcie urzędu miasta, przede wszystkim ze strony biura rozwoju miasta i aglomeracji.

No cóż jak to mówią, jak dają to bierz. Granty, ankiety finansowane z urzędu zawsze się przydadzą w pracy naukowo-badawczej. A to że praca będzie dla kolesi umoczonych w afery, kto na to patrzy. Ważne że robota jest.

Fot. mapofpoland.pl

Szkoda że Tadzio nie ma syna, to by za 20-30 lat miał kto rządzić Gorzowem. Horyzonty czasowe jakie wyznaczyła sobie „grupa zaangażowanych urbanistów” wyznaczać sobie może Angela Merkel, Władimir Putin, Dmitrij Miedwiediew, ale nie polscy politykierzy. Gospodarka i ekonomika w mieście i państwie została zniszczona i nie ma możliwości jej odbudowania. Na temat demografii nie ma co nawet wspominać. Takie ośrodki jak Gorzów które w latach 90-tych nie zbudowały szkolnictwa wyższego (a miały szansę zaryzykować zrobić filię np. Politechniki Szczecińskiej lub Poznańskiej) będą liczyły w 2030 r. około 80 tys. mieszkańców w tym w 2/3 starców i ludzi w wieku przedemerytalnym. Już za 5-6 lat na emerytury (jak dożyją) zaczną przechodzić roczniki wyżu lat 1950-55 wychowane na chlebie ze smalcem. A rodziło się wtedy troje, czworo, pięcioro dzieci. Wydatki na ich ciężko zapracowane świadczenia rozsadzą budżet państwa. Trzeba będzie (bo rządzą socjaliści) albo podwyższyć podatki np. VAT na ubranka dziecięce, albo wydłużyć wiek emerytalny do lat 70. Tak będzie źle, i tak niedobrze. Do tego do władzy dojdzie PiS, który pierwsze co zrobi to podwyższy składkę zdrowotną. To spowoduje że pensje zmaleją realnie, a dodatkowo poniesiemy koszty pakietu klimatycznego a to będzie oznaczać wzrost cen prądu. W międzyczasie załatwili nas rurą gazową, wtłaczając dodatkowo że nie można budować dwóch rur po dnie Bałtyku. Niemcy wiedzieli co robią wykupując cementownie i zakłady surowców budowlanych, oraz zalewając Polskę tanim szrotem motoryzacyjnym. To spowodowało że ludzie zaczęli wybierać auta zamiast PKP czy PKS, w ostateczności dobiło to też MZK w Gorzowie. Lokalni kacykowie z PO, PSL i nie tylko zniszczyli po drodze spółki kolejowe, a do tego doszła likwidacja zakładów, PGRów, jednostek wojskowych i demografia. PKP stał się mało opłacalny dla przeciętnego obywatela którego stać było na samochód. Wkrótce PKP zostanie przejęte przez Niemców, PKP Cargo tym bardziej, inwestor podwyższy ceny, ludzie wybiorą PKS lub jazdę tanim niemieckim autem po autostradzie. Cena paliwa jest w zasadzie kontrolowana przez rząd. I będzie zwyżkować, bo trzeba będzie na czymś te podatki na utrzymanie emerytów zarabiać. W sumie zostanie centrum w postaci Letniej, katedry, jakiegoś uniwersytetu III wieku. Wyczuł pismo nosem pan Bachalski inwestując w usługi medyczne dla seniorów i przyszłych seniorów. Banki, apteki zostaną na zawsze i będzie ich przybywać, bo społeczeństwo będzie się tylko starzeć. Młodych ubędzie, bo mamy internet, media, a nie dwie gazety jak w 1986 r. i ludzie wykształceni oglądają świat i widzą że można żyć Lepiej i uciekną. To nie Toruń ani Olsztyn że uratuje to centrum 50 tys. studentów. Nie uratuje Gorzowa nawet Akademia. Gorzów przegrał swoją szansę w 1965 roku. Otóż to wówczas było w Polsce kilka uniwersytetów, kilka politechnik ale nastała epoka budowy elektrowni, kopalni, hut, fabryk i szkół tysiąclecia. Trzeba było powołać do życia kilkanaście jak nie więcej szkół wyższych kształcących kadrę techniczną i pedagogiczną zwanych wówczas WSI i WSP. W każdym województwie „podwójnym” typu Radom – Kielce, Koszalin – Słupsk, zapanował podział po jednej uczelni na „stolicę”. Jedynie w woj. zielonogórskim WSP otrzymała Zielona Góra (być może słusznie), WSI powinien zgodnie z logiką otrzymać Gorzów, dostała Zielona Góra. Historycy gorzowscy dziwnie milczą o tym. Potem poszło z górki. Trzydzieści lat później z WSP i WSI zrobiła się politechnika, potem uniwerek, potem granty i środki unijne, a Gorzówek pod wodzą potomków towarzyszy z roku 1965 stał się dziurą powiatową. Wkrótce rzeczywiście Gorzów będzie aspirował do miana miasta „lat 60-tych”. Wówczas to było kilka zakładów, zero uczelni, 70 tys. mieszkańców, i jeden tylko żużel w ekstraklasie. Różnica taka że średnia wieku mieszkańca centrum będzie wynosiła ponad 60. Co drugi lokal to będzie apteka albo punkt fizjoterapii a po drodze bar z tanim jedzeniem. Lokale z bielizną, dyskoteki, sklepy hobbystyczne, a być może nawet księgarnie i cukiernie znikną. Wystarczy przypomnieć, że lat 90-tych i dwutysięcznych nie wytrzymały sklepy elektroniczne, wędkarskie, z zabawkami, składnice harcerskie, kafejki internetowe. Pomóc na teraz może tylko stawka „zero” za wynajem lokalu. Ale polityka urzędu jest inna. Stawka urzędowa, stawka ustalona odgórnie, bez wyobraźni, bez spojrzenia na lat dwadzieścia, tylko na najbliższe wybory.

(tg)

Koryto szerokopasmowe

Najświeższym „aferalnym” newsem ostatnich dni jest sprawa tzw. portalu Emp@tia. Oto rząd w ramach pomocy bezdomnym i wykluczonym społecznie ufundował stronę internetową za prawie 50 mln zł. Sprawą nietypowej i kosztownej „pomocy” zajmie się NIK i prokuratura. Mariusz Błaszczak z PiS powiedział: „Czy w Polsce jest gospodarz, który gospodarnie wydaje grosz publiczny ?” Z kolei rzecznik SLD Dariusz Joński zapytał: „Chcemy się dowiedzieć kto to zrobił, kto wygrał przetarg”. Sprawa robi się coraz ciekawsza, bo z kolei minister Kosiniak-Kamysz powtórzył w radiu: „projekt stanął na Radzie Ministrów w lutym 2007 roku, czyli za rządów PiS. (…) Został on wpisany na indykatywną listę projektów indywidualnych. Zakładana wówczas wartość wynosiła 21.5 mln euro, czyli po przeliczeniu 91 mln zł”.

Śmiać mi się chce z „doniesień” mediów nt. wielkiej informatyczno-urzędowej afery. O sprawie czytałem już kilka miesięcy temu i zdążyłem się zorientować kto na tym zarobił. Otóż jest to oczywiście projekt „unijny” finansowany z Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego. W jednym z dokumentów możemy wyczytać np. „Beneficjenci kampanii promocyjnej Emp@tia to: Urzędy Wojewódzkie, Urzędy Marszałkowskie, Wojewódzkie Urzędy Pracy, Wojewódzkie Zespoły Orzekające o Niepełnosprawności, Regionalne Ośrodki Polityki Społecznej, Organizacje pozarządowe działające lokalnie na poziomie województwa, Starostwa Powiatowe, Powiatowe jednostki pomocy społecznej, Urzędy Skarbowe, Organizacje pozarządowe działające lokalnie na poziomie powiatu, Urzędy Gminy, Gminne, Miejskie i Miejsko-Gminne Ośrodki Pomocy Społecznej„.

Oczywiście by pokazać że Polska to nie tylko państwo urzędnicze ale i opiekuńcze napisano że „do grupy docelowej, która będzie czerpać korzyści z realizacji projektu, zaliczyć należy przede wszystkim: ponad 1,5 mln rodzin objętych pomocą społeczną, ponad 2,4 mln rodzin korzystających ze świadczeń rodzinnych, ponad 160 tys. rodzin korzystających z funduszu alimentacyjnego, ponad 4,5 mln osób niepełnosprawnych„. Cała Polska w pigułce. Informatyzujemy urząd, plebs przed telewizorem lub z nosem w gazecie myśli że e-urząd oznacza mniejsze koszty, tymczasem zatrudnienie w urzędach nie zmniejsza się, a wręcz przeciwnie. Projekt zrealizowała firma InfoStrategia Krzysztof Heller i Andrzej Szczerba w konsorcjum z firmami: Nizielski & Borys Consulting, Bytomską Spółką Informatyczną COIG-4 oraz Audytelem. Dokładnie tak wygląda realizacja państwowych zleceń. Wpierw nakłada się łupieżcze podatki i zabiera kasę tym, co ciężko harują, a potem tworzy się „projekcik” poprzez który zrabowane ludowi pieniądze przechodzą we właściwe, prywatne, bynajmniej nie biedne rączki. Ten portal wart jest kilkaset a może nawet kilkadziesiąt tysięcy.

Fot. projektempatia.mpips.gov.pl

Ciekawy artykuł zamieścił w lutym 2007 „Puls Biznesu”. Oto czytamy w nim: „Kontrowersje przy dużych przetargach na informatyzację urzędów. Czy mało znana spółka lekarza estetycznego może być faworytem informatycznych przetargów ? Czemu nie, jeśli tam doradza ex-minister. Krzysztof Heller, były wiceminister infrastruktury w rządzie Leszka Millera, doradza urzędom w dużych przetargach na informatyzację. Nasi informatorzy donoszą, że przy okazji promuje zaprzyjaźnioną spółkę informatyczną R-Data. Sam Heller twierdzi, że to nieprawda i ze spółką nie ma nic wspólnego, a ataki konkurencyjnych firm są nieczystą grą przetargową. R-Data to jednak ciekawy podmiot – należy do pani doktor zajmującą się medycyną estetyczną. Choć istnieje od niespełna roku, ale… legitymuje się starszymi referencjami. Do referencji też można mieć uwagi, ponieważ wymieniony w nich system, który miał być przed rokiem wdrożony, nie działa do dziś. Kontrowersji jest sporo. Zbyt wiele, jak na kulisy realizacji głównego informatycznego priorytetu obecnego rządu – uruchomienia usług dla obywateli przez Internet. Informatyzacja urzędów jest finansowana ze środków Zintegrowanego Programu Operacyjnego Rozwoju Regionalnego (ZPORR), w ramach działania 1.5 – budowa społeczeństwa informacyjnego. To program w dużej części wspierany z funduszy UE. W całej Polsce projekty z tego tytułu są warte blisko 500 mln zł. W kilkunastu projektach doradzała spółka Infostrategia Krzysztof Heller i Andrzej Szczerba, w tym na wdrożenia systemów obiegu dokumentów w urzędach powiatu krakowskiego, urzędu marszałkowskiego woj. małopolskiego, w śląskim SEKAP-ie (System Elektronicznej Komunikacji Administracji Publicznej), przy budowie systemu e-Świętokrzyskie. To ważne i wartościowe projekty, gdyż głównie od sprawności tych systemów zależy powodzenie uruchomienia e-usług przez urzędy. Dla firm udana realizacja oznacza zwiększone szanse na zwycięstwa w kolejnych przetargach w całej Polsce. W powiecie krakowskim system obiegu dokumentów wdrażały spółki Emax i Winuel, a jako podwykonawca i dostawca oprogramowania wystąpiła R-Data. Właścicieli R-Daty i Infostrategii związki kapitałowe nie łączą. Spółki jednak często „ocierały się” o siebie. Przy informatyzacji urzędów dochodzi do konfliktu interesów bo doradca (Infostrategia Krzysztof Heller i Andrzej Szczerba) jest związany z jednym z oferentów (R-Data). (…) Żeby wygrać przetarg na dostawę systemu obiegu dokumentów tam gdzie doradza pan Heller trzeba zaproponować system R-Daty. Dlatego dwóch konkurentów oferuje ten sam produkt – mówi szef jednej ze spółek informatycznych. Rzeczywiście dostaliśmy taki sygnał, że oprogramowanie R-Daty byłoby dla urzędników najlepsze – mówi dyplomatycznie jeden z naszych rozmówców. To firma Hellera. Zaoferowanie jej produktu zwiększa szansę na zwycięstwo – rzuca wprost szef jednej ze spółek IT”.

Dosłownie piętnaście minut spędzonych w internecie wystarczy by dowiedzieć się, że portal Emp@tia zrealizowano w ramach Programu Operacyjnego „Innowacyjna” Gospodarka. Krzysztof Heller, to były podsekretarz stanu w Ministerstwie Infrastruktury w rządzie Leszka Millera, skazany wyrokiem pierwszej instancji na karę 1 roku i 6 miesięcy pozbawienia wolności z warunkowym zawieszeniem na okres 3 lat w aferze Stella Maris. Nie dość że wydaje się potężne pieniądze „unijne” na bzdury i pensje urzędasów przy korycie, to jeszcze do „wodopoju” przyłączają się różnej maści firmy „doradcze i konsultingowe”. Infostrategia doradzała i wygrywała przetargi m. in. w woj. dolnośląskim. małopolskim, w Chrzanowie, Bielsku Białej, Elblągu, Sanoku, Krakowie (Majchrowski !), Wadowicach, Wrocławiu (Dutkiewicz !), Cieszynie… Liczba urzędników mimo informatyzacji zwiększyła się, a dodatkowo kolesie nachapali się.

Gotham City

Odbyła się druga część rozprawy z udziałem byłego wiceprezydenta „z nadania” Tadeusza Jędrzejczaka, Mariusza Guzendy. Były prezes Stali Gorzów opowiadał o okolicznościach kontaktów z co najmniej kontrowersyjnym biznesmenem z Koszewka Stanisławem Paszyńskim. Motywy rozmów z „Tygrysem z Arizony” tak tłumaczył pan Guzenda: „Wiedziałem o rekordowej kaucji za jaką P. wyszedł z więzenia. Ale można było odnieść wrażenie, słuchając jego planów inwestycyjnych, że opinie o nim są krzywdzące. Poza tym sytuacja klubu była tak zła, że nawet od diabła bym wziął pieniądze„.

Owszem sytuacja była bardzo zła, ale władze miejskie musiały „coś z tym fantem” zrobić, gdyż chodziło im głównie o swoje stołki, synekury i apanaże. Pamiętać należy że wówczas to uruchomiono dziwny twór o nazwie Gorzowska Fundacja Żużlowa, który kilka lat później „promował” miasto i otrzymywał na to pokaźne idące nawet w miliony zł. środki finansowe. Taka sportowa „firma krzak”. Tymczasem w 2002 roku, kiedy to numer jej konta bankowego był następujący: BGŻ O/Gorzów: 20301260 – 163141 – 2706 – 1100/1, zaangażowała ona nie tylko pośrednio prezydenta i wiceprezydenta, ale także kolegów z SLD, Jakuba Derecha Krzyckiego, który stanął na jej czele, Eugeniusza Pławskiego, oraz starego aparatczyka Witolda Głowanię, prezesa Stali z czasów PRL, oraz szefa Metal Gobexu z czasów „przekształceń własnościowych”, czyli z czasów kiedy szefem Interbud Gobexu był Władysław Komarnicki. Coś dużo tych znajomych. Dziś bawią się oni na balach, a podczas nich licytuje się np. przejażdżkę dziurawymi ulicami miasta limuzyną z preziem w roli szofera. Typowa medialna zagrywka „dla ubogich”. Dziwię się, że lokalni dziennikarze uwiarygadniają kamerami i piórem tą farsę, robiąc niepotrzebną klakę.

Fot. radiogorzow.fm

Nitek powiązań w tym wielowątkowym śledztwie jest bardzo dużo. Przypomnieć należy wyborcom, że np. art. 258 kk mówi: „§ 1. Kto bierze udział w zorganizowanej grupie albo związku mających na celu popełnienie przestępstwa lub przestępstwa skarbowego, podlega karze pozbawienia wolności od 3 miesięcy do lat 5″. O całej grubymi nićmi szytej sprawie wiedzieli też przyboczni prezia, Tadeusz Jankowski i Jan Kaczanowski.

O tym, że faktycznie żyjemy w „mieście diabła” świadczą inne sprawy, „firmowane” przez inne nazwiska, jak np. oskarżonego adwokata Dariusza Niebieszczańskiego, byłego syndyka masy upadłościowej w Zakładach Mechanicznych Ursus.

Do dziś nie było zapowiadanego dwa lata temu przez prezia audytu w (chyba już zwiniętej) Gorzowskiej Fundacji Żużlowej. Nie wiemy też, jakie wymierne, finansowe straty poniosło miasto przy sprzedaży ziemi po zakładach mięsnych spółce Caelum w zamian za sponsoring Stali. Wiemy że straciliśmy około 17 mln za zakup praw do Grand Prix, oraz że według zamówionych przez samych zainteresowanych „badań marketingowych” miasto „zyskało” na tejże promocji … 17 mln zł. Gdzie są te pieniądze, widać po stanie dróg, a najlepszą promocją miasta są ciągi upadłych lokali w centrum miasta i walające się tony śmieci.

A oto z jakim towarzystwem robi się w ostatnich latach interesy w Gorzowie. Mało kto czyta tu archiwalne „katowickie” wydania Gazety Wyborczej. W niej możemy przeczytać np. „Niektórzy zarzucają Paszyńskiemu niezbyt czyste interesy. Inni wspominają, że po powrocie z Ameryki bogatym biznesmenem zainteresowały się polskie służby specjalne. – Wiem o sprawie. Chodzili za mną ludzie z Urzędu Ochrony Państwa. Zawsze się tak robi, gdy chce się kogoś pozbyć z biznesu. Nic jednak na mnie nie znaleźli – mówi. (…) Albo wchodzi się w układy z mafią albo z władzami miejskimi i armią – tłumaczy zasady biznesu Paszyński. – Ja wybrałem ten drugi sposób. Na przykład przy robieniu interesów w krajach byłego Związku Radzieckiego bardzo pomagają mi znajomi rosyjscy generałowie – mówi. (…) Paszyński informuje nas, że jego posiadłości w Koszewie na trzy zmiany pilnuje 80 ochroniarzy. – Jak tylko wjedzie tu jakiś samochód, natychmiast jest robione zdjęcie, mamy numer rejestracji. Mysz się nie prześlizgnie – ostrzega. Wystarczy tylko powiedzieć, że jednym z najbardziej zaufanych ludzi Paszyńskiego jest były szef kontrwywiadu (WSI 12. Dywizji Zmechanizowanej) w Szczecinie Tadeusz Cieślak. To podobno dzięki temu podpułkownikowi żadne grupy przestępcze nie przeszkadzają posiadłościom”.

Stanisław Paszyński ma bogaty biznesowy i prokuratorski życiorys. Wymyślił „maszynkę do wyłudzania VAT”: założył sieć spółek, które fikcyjnie obracały kupionymi na wyprzedażach towarami, aby sztucznie podnieść ich wartość, a potem, po wyeksportowaniu, odebrać od urzędu skarbowego VAT. Wcześniej handlował diamentami, potem podobno otrzymał wielki spadek w szwajcarskim banku, wracając do Polski po „przemianach demokratycznych” w 1989 r. jako milioner.

Tylko obeznani w śledztwach połapią się w całej pajęczynie powiązań dziesiątek firm zarejestrowanych w pałacyku w Koszewku, jak Salomon, Salomon Industries, Texass Ranch Company, czy Royal Grant. Imperium „Salomonów” zainteresowało się na początku wieku modnym tematem inwestycji w energetykę wiatrową, oczywiście z wykorzystaniem „dotacji” unijnych lub państwowych.

Fot. radioszczecin.pl

W tym interesie „maczał” palce były poseł Samoobrony Ryszard Bonda. W kwietniu 2001 r. ten właściciel kilkuset ha pól oraz kilku elewatorów zboża postanowił uruchomić w Gorzowie na terenie po ZM Ursus fabrykę elementów siłowni do elektrowni wiatrowych. Wcześniej był oskarżony w sprawie działalności firmy Nordland Polska o udział w wyłudzeniu państwowych dotacji do interwencyjnego skupu zbóż z Agencji Rynku Rolnego. Podczas podpisywania umowy z Bondą wiceprezydent miasta Tadeusz Jankowski mówił: „Chcemy wprowadzić systemowe ułatwienia podatkowe dla firm tworzących nowe miejsca pracy. Skorzysta z nich również pan Bonda po podpisaniu ostatecznej umowy i wpłaceniu całej kwoty”.

Dwa miesiące później poseł Samoobrony otrzymał już, wraz z Paszyńskim dotacje w wysokości 21 mln zł na „wiatrakowe imperium”. Dziwne spółki wzajemnie podnoszące sobie kapitał o podobnie brzmiących nazwach zostały na papierze liderem w branży wiatrakowej na Pomorzu Zachodnim. W ich zarządach i radach nadzorczych pojawiały się te same nazwiska co w aferze vatowskiej. Firmy za majątek miały ziemię, oraz … stosowne zgody załatwione w urzędach, a także byłe fabryki, w których nic się nie działo. Jeden ze specjalistów z branży powiedział dla Gazety Wyborczej: „Państwowa ziemia z dzierżawy, kupno zadłużonych spółek, podania, papiery, używane wiatraki to niewielkie koszty, biorąc pod uwagę państwowe i unijne dotacje, jakie można uzyskać”. Mowa np. o Narodowym Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej, EkoFunduszu, czy ze środków PHARE.

Zawsze chodzi o ziemię. Nie mniejsze emocje wywołała prywatyzacja upadającej Fabryki Mechanizmów Samochodowych „Polmo” w Szczecinie. Dosłownie z dnia na dzień większościowym udziałowcem Polmo została nieznana nikomu spółka Extra SA (wcześniej Texass i Italiana), która kupiła akcje zakładu od Narodowego Funduszu Inwestycyjnego „Piast”. Jej prezesem była siostra pana Paszyńskiego, a cały skandal wybuchł w momencie gdy media podały, że spółka zamierza sprzedać teren pofabryczny z wielkim zyskiem sieci hipermarketów Tesco. Z kolei w Gorzowie pośrednikiem między Agencją Mienia Wojskowego, do której należał grunt popoligonowy, a Brytyjczykami okazały się dwie spółki należące do rodziny Stanisława Paszyńskiego.

Bez rozgłosu jedna ze spółek należąca do klanu Paszyńskich sprywatyzowała byłą fabrykę Famabud Waryński. „Ziemia, klub sportowy, fabryka taka czy inna – to nie ma dla Staszka znaczenia – mówi osoba z jego otoczenia. – Kupuje wszystko, co można tanio przejąć, a potem sprzedać z dużym zyskiem”.

Takie to interesy firmuje i uwiarygadnia, a niejednokrotnie w nich uczestniczy wierchuszka z UM w Gorzowie. Efektem są pełne konta byłych działaczy PZPR i podejrzanych indywiduów, oraz zniszczone cywilizacyjnie miasto, z monopolem w postaci trzech hipermarketów i dwóch galerii, z siecią banków i aptek, wysokimi podatkami, oraz zasiedziałym towarzystwem w urzędzie, nakładającym na umęczony plebs kolejne daniny. W zamian praca „w strefie”, raz w roku jakiś spęd na bulwarze, Grand Prix, pod koniec roku wigilia dla ubogich. Przez 15 lat ekipa utrzymała się głównie dzięki braku niezależnych mediów, oraz propagandzie stadionowej. Szykuje się kolejny skok na kasę, a tam m. in. milionowe dotacje na „innowacje” i „zielone technologie”. Nie byłoby dotacji nie byłoby koryta i mętnej wody.